Archive for October, 2009

Dobry film…

Thursday, October 29th, 2009

obejrzeliśmy wczoraj: Wszystko jest iluminacją. Nie mogłam uwierzyć, że amerykański.

Wędzony czosnek

Sunday, October 25th, 2009

Pierwszy raz spotkałam się z nim dawno temu w górach. Miał delikatny smak i ciepłą, brązową skórkę na zewnątrz. Podobno wędzenie główek czosnku wymyślili Francuzi. Jednak znajdziemy go również w angielskiej kuchni.  Niestety na polskich stronach znajdują się o nim tylko wzmianki. A taki pyszny. Można go dodać do rosołu, bigosu, szaszłyków, penne z brokułami albo przygotować sobie  na śniadanie brushettę z świeżymi pomidorami.

Wędzony czosnek

Przepis na brushettę? Sparzony pomidor bez skórki i pestek, kilka świeżych listków bazylii, łyżeczka oliwy z oliwek, ząbek wędzonego czosnku, sól, pieprz, kromka chleba – niekoniecznie pierwszej świeżości.

Pomidor czosnek & bazylia

Pomidora siekamy na drobne kawałki, razem z bazylią i czosnkiem, solimy, pieprzymy i dodajemy oliwę. Mieszamy. W międzyczasie zrumieniamy kromkę chleba na patelni lub w tosterze. Na kromkę wrzucamy pastę z pomidora i zaczynamy dniem pysznym śniadaniem.

Brushetta z pomidorami i wędzonym czosnkiem

*** Wędzony czosnek miał pełnić w naszej kuchni akcent również dekoracyjny. Szybko okazało się, że nie będzie ozdobą kuchni, ponieważ swój intensywny zapach wędzonki szybko przekazuje całemu wnętrzu.

*** Gotowanie i sprzątanie pełnią w moim życiu funkcję terapeutyczną w walce ze stresem, więc do końca grudnia pewnie będzie takich notek dużo.

Małpie oczka

Thursday, October 15th, 2009

Na nieszczęście

Wczoraj był ten dzień…

Thursday, October 15th, 2009

Pobudka o piątej. Pękające rajstopy. Popsuty zamek w kozakach. Brak światła w przedziale.  Sypiący śnieg. Opóźnione o 280 minut pociągi. Brak światła w przedziale w powrotną stronę również. 12 zakonnic.

Ale tak poza tym to był  sympatyczny dzień w Warszawie.

Sąsiad z wiertarą

Tuesday, October 13th, 2009

Tak to już w życiu bywa, że gdy nadchodzi wolny dzień, kiedy człowiek nie jest po imprezie, nie ma nic rano do załatwienia i mógłby pospać do dziesiątej i odespać nieodespane, to akurat sąsiad robi remont od siódmej rano, konsekwentnie wiercąc dziurę po dziurze, rozwierca mi mózg. Próba wpełznięcia pod materac się nie udała, a poduszka na głowie nie przyniosła zakładanego efektu wyciszenia. Po godzinie walki poddałam się i wstałam z łóżka. Teraz pozostaje mi ubrać kalosze i uciec do sklepu po coś na śniadanie…

Dziś jest trzynasty, Teofila i Edwarda, więc nie zapomnijcie złożyć im życzenia i wpaść w pułapkę, zastawioną przez ludowe przesądy. Na pewno dopadnie Was Doktor Zło.

Śniadanie

Wednesday, October 7th, 2009

Hmm, chwilę już siedzę i staram sobie przypomnieć jak nazywa się restauracja, w której jadłyśmy ostatnio z Sabiną śniadanie. Jakoś na M… Nieważne, przypomni mi się jak przestanę o tym myśleć.

To było zdecydowanie jedno z najlepszych śniadań jakie jadłam poza domem.  Generalnie teraz będę mieć  problem czy wybrać śniadanie w Camelocie czy właśnie to w Metropolitan (olśniło mnie).  Gdyby spojrzeć na to od strony dietetycznej to śniadania w Camelocie są zdecydowanie zdrowsze – np. kanapki z ciemnego pieczywa z twarożkiem i rzodkiewkami. Ale jak już pójść po bandzie  i najeść się na cały dzień to zdecydowanie wygrywają pancake z syropem klonowym i pysznym chrupiącym bekonem na przegryzkę. Wiem, pierwsze odczucie po usłyszeniu takiego zestawu może być średnie, jednak w trakcie degustacji okazuje się, że bez takiej przekąski nie byłabym w stanie pochłonąć trzech słodkich naleśników. A przegryzając bekonem i owszem.

W Metropolitan jest jeszcze śniadanie weekendowe, którego kucharz niestety nie chciał nam zaserwować w środku tygodnia i może słusznie. Są to tosty francuskie z owocami. Brzmi pysznie i czeka na liście rzeczy do skonsumowania.

Metropolitan

Sabinka i kawą

Zapomniałam dodać, że oprócz syropu, do naleśników była konfitura i masło

Ktoś zapyta: ile to kosztuje? Ano trochę, bo cena jak za obiad, ale śniadanie grzechu warte. Kawa pyszna, miesjce fajne, muzyka przyjemna do ucha.

A i obsługiwała nas taka przesympatyczna Pani, która była drugi dzień w pracy i strasznie była tym faktem przejęta, a przez to jeszcze bardziej pocieszna.