Archive for the ‘Na widelcu’ Category

Śniadanie

Wednesday, October 7th, 2009

Hmm, chwilę już siedzę i staram sobie przypomnieć jak nazywa się restauracja, w której jadłyśmy ostatnio z Sabiną śniadanie. Jakoś na M… Nieważne, przypomni mi się jak przestanę o tym myśleć.

To było zdecydowanie jedno z najlepszych śniadań jakie jadłam poza domem.  Generalnie teraz będę mieć  problem czy wybrać śniadanie w Camelocie czy właśnie to w Metropolitan (olśniło mnie).  Gdyby spojrzeć na to od strony dietetycznej to śniadania w Camelocie są zdecydowanie zdrowsze – np. kanapki z ciemnego pieczywa z twarożkiem i rzodkiewkami. Ale jak już pójść po bandzie  i najeść się na cały dzień to zdecydowanie wygrywają pancake z syropem klonowym i pysznym chrupiącym bekonem na przegryzkę. Wiem, pierwsze odczucie po usłyszeniu takiego zestawu może być średnie, jednak w trakcie degustacji okazuje się, że bez takiej przekąski nie byłabym w stanie pochłonąć trzech słodkich naleśników. A przegryzając bekonem i owszem.

W Metropolitan jest jeszcze śniadanie weekendowe, którego kucharz niestety nie chciał nam zaserwować w środku tygodnia i może słusznie. Są to tosty francuskie z owocami. Brzmi pysznie i czeka na liście rzeczy do skonsumowania.

Metropolitan

Sabinka i kawą

Zapomniałam dodać, że oprócz syropu, do naleśników była konfitura i masło

Ktoś zapyta: ile to kosztuje? Ano trochę, bo cena jak za obiad, ale śniadanie grzechu warte. Kawa pyszna, miesjce fajne, muzyka przyjemna do ucha.

A i obsługiwała nas taka przesympatyczna Pani, która była drugi dzień w pracy i strasznie była tym faktem przejęta, a przez to jeszcze bardziej pocieszna.

Paese

Sunday, September 20th, 2009

Minął już prawie (alb naprawdę minął) miesiąc od ostatniego kulinarnego z Sabiną.  I tak przeglądam zawartość karty w aparacie, a tam zdjęcia z Paese  – korsykańskiej restauracji mieszczącej się przy ulicy Poselskiej, jednej z tych ulic, którymi ucieka się przed dzikim tłumem turystów i znajduje się ulubione sklepy.

Paese

Jak się nie pierwszy raz okazało na Poselskiej można też nieźle zjeść. Pyszny nadziewany bakłażan i ziemniaczki pieczone z czosnkiem – pycha. Wybór dań jest zachęcający, ceny niestudenckie, ale można przecież czasem zaszaleć. Chowanie się w chłodnych ogródkach latem jest  zazwyczaj koniecznością, a ogródek w Paese jest dość przyjemny, chociaż przyznam, że można mieć mały problem, żeby do niego trafić.

paese

ziemniaki z czosnkiem

Na Moment

Friday, July 31st, 2009

Po pracy pierwszy raz zajrzałam do Łodzi Kaliskiej. Miejsce bardzo fajne,  urządzone z pomysłem, chociaż zakompleksione osoby mogą mieć kłopot, bo wszędzie są lustra. Wchodzisz i widzisz 20 siebie.  Lustra w takiej ilości mają jeszcze jedną śmieszną cechę – można łatwo stracić orientację w terenie, a że klub to krakowska zaplątana piwnica, więc o zagubienie się nie trudno. Rozbawił mnie też fakt, że w Łodzi jest dużo plakatów ukazujących Coca-Colę, ale kupić można tylko Pepsi.

Z Łodzi poszliśmy z Danielem na kolację na Kazimierz, do Momentu. Smacznie było. Pyszna kwaśna lemoniada, sałatka z łososiem i makaron z suszonymi pomidorami i szpinakiem. Moment to jedno z tych miejsc gdzie można dobrze zjeść, jest fajny wystrój i miła obsługa. Z rzeczy wartych spróbowania mogę śmiało polecić zupę z oliwek oraz koktajle.

Po kolacji krótki spacer. Powietrze wieczorami jest coraz chłodniejsze, ale całkiem przyjemne. Takie włóczenie się po Kazimierzu pozwala odetchnąć od pracy i problemów. Często czuję się jakbym była gdzieś na wakacjach, chociaż znam tu już chyba każdą ulicę. Delektuję się każdym krokiem, trzymając Szczęście za rękę. Powinnam tak częściej.

Galar Pod Aniołami

Monday, July 6th, 2009

Jak już jestem przy jedzeniu, to wczoraj byliśmy z Danielem na szarlotce nad Wisłą. A właściwie to na Wiśle, bo na galarze. Pierwotnie stawialiśmy na lody waniliowe z musem malinowym, ale że trochę wiało to postanowiliśmy na szarlotkę na ciepło z lodami. Pychota. Wszystko jak należy ciasto, śmietana, lody, wystrój.  Z dużym wyjątkiem jakim okazała się obsługa – dawno tak długo nie czekaliśmy na rachunek, jakby ktoś chciał, żebyśmy wyszli bez płacenia.. . .

Szarlotka

Aperitif

Monday, July 6th, 2009

Dziś, jak co miesiąc, wybrałyśmy się z Sabcią na plotki i obiad.  Ponieważ wybrana przeze mnie restauracja, oferująca kuchnię korsykańską, zaprasza klientów od 13, musiałyśmy z weryfikować plany i nogi zaniosły nas do restauracji Aperitif na Siennej.

Aperitif

Od dłuższego czasu planowałam sprawdzić to miejsce,  głównie ze względu na miłą powierzchowność. Jednak do tej pory nie było okazji, chociaż przechodzę tamtędy kilka razy w tygodniu, w drodze do i z pracy. Nie mówiąc już o wyjściach na Rynek, gdzie zazwyczaj trafiamy przez Sienną.

Wnętrze jak najbardziej tworzy przyjemny klimat.  Bardzo po włosku. Bardzo leniwie. Zacieniony ogródek, fantastycznie sprawdza się w upalny dzień. Do tego miła obsługa.

W ogródku

Z jedzeniem troszeczkę gorzej.  Sabinka zamówiła makaron, a ja kurczaka z świeżym szpinakiem. Szpinak pływał w maśle, ukryty głęboko pod równie tłustymi frytkami. Natomiast same mięso nadziewane marchewką i cukinią bardzo smaczne.  Ceny typowe dla włoskich knajpek w Krakowie.

Danie główne

Zdecydowanie zostałam fanką domowej mrożonej herbaty i świeżego pieczywa z dwoma rodzajami masła na przystawkę.  Z resztą jedzenie to tylko dodatek.

Domowa mrożona

pieczywko

W sumie to drugi dzień, który upłynął poz znakiem lenistwa, spacerów po mieście, oddechu od pracy i innych ciężkich spraw. Niestety jutro czas na powrót do codziennych spraw, conajmniej na 9 godzin.