Archive for the ‘Home made’ Category

Hummus

Wednesday, May 26th, 2010

hummus

Przepis:

2 puszki cieciorki

2 ząbki czosnku (zamiast czosnku może być ostra papryka)

sok z jednej małej cytryny

kilka łyżek – oliwy według uznania

sól, pieprz do smaku

Cieciorkę (zwaną również ciecierzycą grochem białym lub grochem włoskim) zmiksować na gładką masę z czosnkiem, sokiem cytryny i oliwą na gładką masę. Doprawić solą i pieprzem. Podawać z podpłomykami, chipsami, krakersami, a nawet świeżymi warzywami. Ot, cała filozofia hummusu. Można dodać pastę z sezamu – my nie dodaliśmy, bo nie znaleźliśmy w sklepach.

Muffinki

Sunday, January 10th, 2010

niebieskie

Wędzony czosnek

Sunday, October 25th, 2009

Pierwszy raz spotkałam się z nim dawno temu w górach. Miał delikatny smak i ciepłą, brązową skórkę na zewnątrz. Podobno wędzenie główek czosnku wymyślili Francuzi. Jednak znajdziemy go również w angielskiej kuchni.  Niestety na polskich stronach znajdują się o nim tylko wzmianki. A taki pyszny. Można go dodać do rosołu, bigosu, szaszłyków, penne z brokułami albo przygotować sobie  na śniadanie brushettę z świeżymi pomidorami.

Wędzony czosnek

Przepis na brushettę? Sparzony pomidor bez skórki i pestek, kilka świeżych listków bazylii, łyżeczka oliwy z oliwek, ząbek wędzonego czosnku, sól, pieprz, kromka chleba – niekoniecznie pierwszej świeżości.

Pomidor czosnek & bazylia

Pomidora siekamy na drobne kawałki, razem z bazylią i czosnkiem, solimy, pieprzymy i dodajemy oliwę. Mieszamy. W międzyczasie zrumieniamy kromkę chleba na patelni lub w tosterze. Na kromkę wrzucamy pastę z pomidora i zaczynamy dniem pysznym śniadaniem.

Brushetta z pomidorami i wędzonym czosnkiem

*** Wędzony czosnek miał pełnić w naszej kuchni akcent również dekoracyjny. Szybko okazało się, że nie będzie ozdobą kuchni, ponieważ swój intensywny zapach wędzonki szybko przekazuje całemu wnętrzu.

*** Gotowanie i sprzątanie pełnią w moim życiu funkcję terapeutyczną w walce ze stresem, więc do końca grudnia pewnie będzie takich notek dużo.

Placki z cukinii

Thursday, September 24th, 2009

Od zeszłego roku chodził mi po głowie pomysł na placki z cukinii.  W niedzielę kupiłam nowy numer Kuchni, gdzie między innymi przepisami na potrawy z cukinii, jest też taki na placki. Jednak  jak się dzisiaj okazało, nie mam talentu do gotowania według przepisu i w trakcie przygotowania, ze względu na moje gapiostwo i potrzebę kombinowania, przepis uległ modyfikacjom. Mimo tego placki wyszły całkiem smaczne.

Placki z cukinii

A robi się je tak. Potrzebne są:

2 cukinie

2 jajka

duża cebula

2 ząbki czosnku

15dkg mąki

łyżka masła

oliwa

dwie łyżki 30% śmietany

sól, pieprz, łyżka pesto

kwaśna gęsta śmietana lub serek homogenizowany

ręczniki papierowe

Cukinię i cebulę trzemy na dużych oczkach na tarce. Następnie połowę z potartych warzyw dusimy na patelni, dodając posiekany czosnek. Uduszone warzywa studzimy. Drugą połowę warzyw – tą surową – mieszamy z jajkami, słodką śmietaną, mąką i łyżką pesto.  Następnie dodajemy zeszkloną, wystudzoną cukinię z cebulą. Mieszamy. Doprawiamy solą i pieprzem, najlepiej świeżo zmielonym.

Na patelni rozgrzewamy oliwę, nakładamy ciasto (1 placek to łyżka stołowa ciasta). Przypiekamy z obu stron na kolor ciemno brązowy (wtedy placki są chrupiące).  Upieczone placki przekładamy na podwójnie złożony ręcznik papierowy, przykrywamy taką samą warstwą i dociskamy z góry, w celu pozbycia się zbędnego tłuszczu. Niestety cukinia, podobnie jak bakłażan i kabaczki chętnie chłonie tłuszcz w trakcie pieczenia.

Pyszne  ze śmietaną lub serkiem homogenizowanym (chociaż myślę, że sosem tzatziki też byłyby ok).

*** Oczywiście można udusić wszystkie warzywa, jak w oryginalnym przepisie. Pod warunkiem, że się człowiek nie zagapi i do potartych warzyw nie wsypie od razu mąki.

Zupa krem z zielonego groszku

Sunday, August 9th, 2009

Lato jest świetną porą. Zwłaszcza ze względu na świeże warzywa i owoce. Jak dla mnie nie ma lepszych zakupów niż te na targu, gdzie wszystko kusi zapachem i prawdziwymi kolorami, a nie sztucznie uzyskaną barwą za pomocą światła z jarzeniówek. A że ja nie należę do warzywnowybrednych to zawsze daję się na coś skusić. Mięta, lubczyk, ogórki malosolne, pomidory, śliwki, grzyby,  jabłka… No i ostatnio groszek. Malutki, okrąglutki, w iście groszkowym kolorze. Od zeszłego roku planowałam zrobić z niego zupę krem, ale zeszłoroczne lato jakoś umknęło, a z nim młody groszek.

_DSC0723

Dlatego dziś oprócz kurczaka ze szpinakiem, kuchnia serwuje zupę. A robi się ją prościutko. Na dwa talerze potrzebujemy:

  1. litr bulionu z kury, albo warzyw,
  2. dwa kubki groszku
  3. kubek mleka
  4. kilka lisków lubczyku
  5. gałkę muszkatułową
  6. pieprz cytrynowy (albo ziołowy)
  7. cebulę (czosnkową, albo czerwoną)

Do bulionu wrzucamy lubczyk i groszek. Gotujemy ok 15 minut na wolnym ogniu. Dolewamy mleko, doprawiamy gałką i pieprzem. Miksujemy i wcinamy. Można serwować z grzankami lub groszkiem ptysiowym.

Jami.

Jajoburger

Friday, July 31st, 2009

Jakiś czas temu, pół roku, a może a nawet więcej Daniel wymyślił kanpkę. Podstawowym składnikiem była bułka i jajko sadzone. Obecnie przepis został zmodyfikowany i do przygotowania pysznego, regenerującego śniadania potrzebujemy (dla jednej osoby): jajko, kajzerkę, plaster pomidora (najlepiej takiego polskiego), liść sałaty, plaster szynki gotowanej, plaster żółtego sera, łyżeczkę serka typu Almette, majonez, ketchup.

Smażymy szynkę, ąż się zrumieni. Na nią wbijamy jajko i czekamy aż się zetnie. W tym czasi bułkę dzielimy na pół i podgrzewamy w tosterze, bądź piekarniku. Ciepły spód bułi smarujemy Almette, kładziemy umyty liśc sałaty i pomidora. Na to usmażone jajko na szynce. Górną część kajzerki smarujemy majonezem i kechupem. Na to kładziemy ser. Składamy górę z dołem i…

jajoburger

… otrzymujemy pyszny, kaloryczny posiłek, który świetnie się sprawdza po długonocnym szaleństwie, regeneruje i stawia na nogi. Najlepiej smakuje podawany z sokiem z świeżych pomarańczy, lub jabłek. Dobrze komponuje się z koktajlem.

Robaczkom na diecie nie polecam, ale imprezowiczom i ludziom pozbawionym rano energii jak najbardziej.

Słomiana wątróbka

Friday, July 3rd, 2009

Nie jest żadną tajemnicą, że kiedy Daniel wyjeżdża i zostaję sama w domu, to na kolację, zwłaszcza pierwszego wieczoru, na stole króluje wątróbka. Zdaję sobie sprawę jak wielu z Was się wykrzywia teraz twarz jak ja na zapach śledzia, więc jak ktoś ma awersję to proponuję dalej nie czytać.

Wątróbkę jadam tylko drobiową. Zawsze kupuję 30 deko, bo wykrawam z niej prawie połowę. Wszystkie żyłki, paprochy, tłuszczyk wędrują do kosza.  Do wątróbki oczywiście musi być czerwone wino i średniej wielkości cebula. Wino preferuję wytrawne,  a cebulę białą (czosnkową). Przepis prosty jak jajecznica. Na masło wrzucam okrojoną wątróbkę, podlewam czerwonym winem. Jak wino odparuje to dorzucam na patelnię poszatkowaną w piórka cebulę. Solę, doprawiam świeżo zmielonym pieprzem i czekam aż się porządnie zarumieni. Nie lubię ani krwistych befsztyków ani wątróbki. Potem już tylko przesiadka z patelni na talerz, wino do kieliszka i łzawy w film w telewizji. Jako dodatek świeża bułeczka lub ogórek kiszony. Jak dla mnie pycha.

watrobka